poniedziałek, 26 kwietnia 2010

[27] ...

Z okazji urodzin mojej mamy powstała taka prosta, lecz przeurocza kartka. 


Pomysł znalazłam na stronie Marthy Stewart, wystarczyło przegrzebać trochę moje pudło, znaleźć odpowiednie papiery i po 10 minutach kartka gotowa. Nie miałam też problemu z ułożeniem życzeń, ciepłe słowa płynęły prosto z serca i wzruszyły mamę do łez... 

Koty powstają w żółwim tempie, przysiadam do nich na parę minut co kilka dni, mam nadzieję, że skończę przed latem, bo miały być na lnianą torbę letnią :) Nie pokazuję nawet, bo aż wstyd, że to tyle trwa... Niestety, mam na razie inne priorytety (ha! jaki rym) i tak cud się stał, że miałam jak napisać tego posta.

Fotkę lnu cyknę i wrzucę przy następnej okazji, bo póki co mój mąż czyniąc przygotowania do rozwałki (czytaj: remontu) wyniósł go tymczasowo na strych, nie ma na razie jak go stamtąd ściągnąć.

Nie wiem, kiedy będę mieć kolejne parę minut na napisanie posta, pozdrawiam więc czytaczy ogromnie ciepło i dziękuję za to, że jesteście...

wtorek, 23 marca 2010

[26] Powrót

Ufff... udało się. Jestem z powrotem. Zajęło to co prawda więcej czasu, niż sądziłam - w szczególności podłączenie internetu, bo tepsa stanęła okoniem i trzeba było szukać innego dostawcy. Na szczęście już po kłopocie.
Sporo się działo, przede wszystkim przewrót priorytetów, w związku z czym mam nieco mniej czasu na moje robótki i naukę (hehe) szycia. Mogę się natomiast pochwalić moim prezentem na mini-wymiankę, która miała miejsce jeszcze w styczniu - zrobiłam zakładkę i zawieszkę do nożyczek.


Do tego skończyłam szyć polar, wyszedł całkiem nieźle - oczywiście nie obyło się bez kilku wpadek, które albo udało mi się zamaskować (jak w przypadku wszywania zamka), albo widać je i trudno (stębnowanie niezbyt równo poszło...). Nie będę wrzucać zdjęcia - pochwalę się, jak mi coś wyjdzie w końcu tak jak zechcę. 
Zaczęłam pomalutku wyszywać serię kotów Margaret Sherry, na którą miałam chrapkę już od dawna. Jeden już skończony, pozostałe trzy powstają równolegle. Powstają nieco opornie, bo jestem w niedoczasie wiecznie, przed dziesiątą wieczorem jestem padnięta totalnie i tak podejrzewam jeszcze dłuuuuugo...
Oto postępy kotowe:
Kot wiosenny


Kot letni (na tamborku) oraz jesienny i zimowy powstają równocześnie


Okazało się, że u mojej babci są trzy bele cudnego lnu ręcznie przędzionego i tkanego jeszcze przez jej ciotkę, bielonego na słońcu - w doskonałym stanie! Żaden robal ani wilgoć się ich nie czepiły, nie wiem ile metrów tego jest w sumie, ale bele są naprawdę spore... Już chodzą mi po głowie pomysły na poduszki, serwety, torby... ech... czasu!!!

sobota, 23 stycznia 2010

[25] Co przez ten tydzień...

Kolejny długi tydzień za mną, siadłam dziś do swojego bloga, a tu proszę... nie mogłam uwierzyć (ściślej rzecz ujmując, nadal nie dowierzam), że wygrałam rozdawnictwo u Rybiookiej!!! Mnóstwo niesamowitych śliczności, prawie 200 osób w losowaniu i trafiło właśnie na mnie :D Biorąc pod uwagę mojego życiowego pecha do takich losowań, jest to naprawdę coś wielkiego - jestem ogromnie szczęśliwa... Aby się upewnić, że nie przywidziało mi się, zrobiłam sobie zrzut tego wpisu :)



Z radości straciłam większość mojej inwencji blogowej, dlatego zarządzam króciutkie podsumowanie moich poczynań w tym tygodniu.
Po pierwsze, udało się dokończyć obrazek z okienkiem, jeszcze co prawda nie oprawiony, ale już po praniu, prasowaniu i podklejeniu flizeliną prezentuje się następująco:



Kolejnym osiągnięciem jest uszycie pierwszej części zestawu "łóżeczkowego" - poszewki na kołderkę. Jako, że moje osiągnięcia w dziedzinie szycia można określić jako bardzo podstawowe, a poszewka musiała być zrobiona starannie i dokładnie - jestem z siebie straszliwie dumna. Najbardziej chyba z dziurek na guziki, bo to moje pierwsze - musiałam dwa razy pruć, zanim wpadłam na pomysł, aby zmienić igłę na cieńszą... w sumie pomysł zaowocował czterema równymi, ładnymi dziurkami :)



Zaczęłam też nowy projekt w dziedzinie szycia - chcę mianowicie uszyć sobie polar. W styczniowym numerze Burdy znalazłam wykrój oraz szczegółowy opis wykonania, tzw. krótki kurs szycia. Dla opornych. Przeczytałam wskazówki ze trzy razy, zanim stwierdziłam, że powinnam dać radę - polar zawsze się przyda, od biedy będę w nim chodzić w wersji "domowej", a przynajmniej coś zrobię w kierunku nauki szycia w końcu. Zakupiłam więc właściwą ilość ślicznego pomarańczowego polaru, niezbędne zamki i nitkę i do dzieła! Zszyłam już tył oraz dwie części przodu. Powstała nawet jedna z kieszeni :) Powiedzmy, że daleko mi do mistrzostwa, ale radzę sobie. Gotową bluzę postaram się pokazać po ukończeniu - o ile będzie czym się chwalić hihi!

To nie koniec moich działań, powstały też pewne rzeczy, których z racji niespodzianki pokazać nie mogę, ale wszystko się okaże po połowie lutego. Planuję niestety dłuższą blogową nieobecność z uwagi na osobiste plany, może się zdarzyć, że nie będzie mnie przez cały luty - to wersja pesymistyczna. Niemniej w każdej wolnej chwili, w której dobiorę się do internetu, obiecuję zaglądać do Was - nawet jeśli nie będę miała czasu pisać tu u siebie.

niedziela, 17 stycznia 2010

[24] Kolczykowe losowanie

Myosthis zaprasza do siebie po śliczne kolczyki - zatem posłusznie stanęłam w kolejce...


piątek, 15 stycznia 2010

[23] 75%

A na moim tamborku przez te kilka dni pojawiły się dwie kolejne części obrazka zimowego - dziś skończyłam backstitche części trzeciej, została jeszcze ostatnia ćwiarteczka. Pewnie szubko powstanie, ten obrazek wyzwala we mnie niesamowitą chęć siadania do niego, ciągnie za ręce i najchętniej nie odkładałabym tamborka ani na chwilę.
Drugą ćwiartkę skończyłam we środę:



Kolejne zdjęcie - ćwiartka trzecia - nieco zamazane, ślamazara ze mnie, ale zauważyłam to dopiero teraz przy jego obrabianiu. No trudno, nie chce mi się robić jeszcze raz, zwłaszcza przy sztucznym świetle. Będzie tak, jak jest:



Jeszcze chwileczka, jeszcze momencik i będę mogła cieszyć oko zimą nie tylko za oknem, ale też za okienkiem, hihi :)
Tymczasem wypadałoby podgonić trochę mój SAL, bo już siódma część czeka w kolejce... ale najpierw zima zła!

[22] Wymiankowe niespodzianki

Słowo się rzekło, lista podpisana, zobowiązanie wymiankowe wypełnione, zatem mogę się już chwalić, bo swój prezencik otrzymałam, a i moje wypocinki dotarły do adresatki. Wymianę zorganizowała Sabinka z okazji urodzin forum Hafty Polskie. Muszę przyznać, że finał był bardzo emocjonujący, mimo ograniczenia wymogów prezentu do minimum wszystkie uczestniczki bardzo się postarały, a zdjęcia dostarczonych niespodzianek ogląda się z ogromną przyjemnością :)
Ja zmajstrowałam taką zakładeczkę, jak poniżej, zdecydowałam dołożyć jeszcze mini zawieszkę, którą zrobiłam w przypływie mocy twórczych - mam nadzieję, że będzie wesoło dyndać u nowej właścicielki:



Sama zaś zostałam obdarowana takim cudnym obrazeczkiem, który jest wbrew pozorom z kilku względów baardzo trafionym prezentem, o czym nadawczyni z całą pewnością nie wiedziała wcześniej:



Ogólnie muszę przyznać, że choć była to pierwsza zabawa wymiankowa, w której wzięłam udział, to bardzo mi się to spodobało i w miarę czasu i możliwości chętnie będę się zapisywać również w przyszłości. Nie potrafię nawet powiedzieć, co sprawia większą frajdę: wymyślenie, wykonanie i wysłanie podarunku, czy też dreszczyk emocji i radość z otrzymanego prezenciku!

sobota, 9 stycznia 2010

[21] Pomalutku do celu

Zanosi się na to, że od teraz przez czas bliżej nieokreślony dostęp do internetu będzie mi dany jedynie w weekendy, dlatego dziś od samego rana po pięciodniowej przerwie zachłannie czytam, przeglądam i sprawdzam, co u Was słychać.
Całe szczęście, haftowanie nie wymaga dostępu do sieci, dlatego pilnie pracuję nad wyznaczonymi sobie zadaniami. Jedno ukończone (wymianka - więc cicho sza), stan realizacji drugiego określiłabym na jakieś 80% (wymianka nr 2, więc również niczego nie zdradzam), trzecie ukończone w 25%. I tym właśnie trzecim mogę z czystym sumieniem się pochwalić, bo ma być dla mnie (na tę chwilę, niewykluczone, że po ukończeniu jak zwykle znajdę kogoś godnego obdarowania moimi wypocinami, jak to nieraz już bywało hehhe...)
Obrazek, z racji panującej nam miłościwie (?) zimy, jest w klimacie zimowo-śniegowym - choć już nie świątecznym:



Muszę przyznać, że ilość backstitcha trochę mnie na początku zmartwiła, bo sądziłam, że pomyłki będą nieuniknione, ale o dziwo na schemacie backstitch jest bardzo dobrze widoczny i robi się go wręcz z przyjemnością.



Bardzo mi się ta ukończona ćwiartka podoba, biorąc pod uwagę, że haftowałam ją z doskoku pomiędzy rozjazdami do lekarza, zakupami, gotowaniem i sprzątaniem, tempo pozwala wierzyć, że wkrótce będę się cieszyć gotowym obrazkiem :)

Tradycyjnie nie robię żadnych noworocznych postanowień, mam dość przykładów wokół siebie na ich nieskuteczność, dlatego wyrażam jedynie swoje pragnienia (a przecież nie wszystkie marzenia muszą się spełnić, prawda?).
Po pierwsze marzę straszliwie mocno o tym, aby nauczyć się szyć. Na maszynie, rzecz jasna. Podchwyciłam pomysł ze szkołą szycia w Burdzie - wyczytuję te projekty co do przecinka, niestety nie mogę się za nic zabrać, dopóki nie wrócę do swojego normalnego rozmiaru, bo pierwsze wypociny wolałabym jednak próbować dla siebie... Wkrótce sprowadzę sobie maszynę mojej mamy - i tak stoi  u niej tylko i zawadza, więc będzie z pożytkiem dla nas obu, ale jak wyżej - za "poważne" projekty będę mogła zabrać się dopiero gdzieś w okolicach marca, jak już będę bardziej wymiarowa. Mam tylko nadzieję, że znajdę na to czas, bo kolejnym marzeniem-projektem jest remont, który (o ile dojdzie do skutku) będziemy mogli zacząć najwcześniej w połowie lutego - jak wszystko dobrze pójdzie. Mocno trzymam za to kciuki!
Chciałabym też, tak jak w zeszłym roku, mieć mnóstwo czasu na moje haftowanie, najchętniej zamówić sobie prenumeratę gazetek haftowych (najchętniej Cross Stitchera albo The World of Cross Stitching, a najlepiej obie hehehe), na co nie mogę sobie na razie pozwolić, bo ciułam na nadciągające nieuchronnie wydatki...


środa, 30 grudnia 2009

[20] Tajemnica...

Nic nie piszę, bo pilnie dłubię. Dłubię niespodzianki na wymianę organizowaną przez Ulę. Testuję nowe, baaardzo ciekawe techniki. Nie mówię co, ile, i jaką metodą - okaże się po zakończeniu wymianki.

Jako, że róża skończona, poluję na odpowiednią ramkę. Ramki do wcześniejszych prac zamawiałam przez internet, gdzie kiedyś znalazłam bardzo solidnego i niedrogiego wykonawcę dębowych ramek, mnóstwo wzorów, pozytywne nastawienie do zamówień specjalnych, na życzenie passe-partout do każdej ramki w atrakcyjnej cenie, nie zdzierają na kosztach przesyłki - po prostu marzenie (wiem, wiem, że słodzę, ale nie miałam do tej pory ŻADNYCH powodów do narzekań, a zamawiam u nich pojedyncze ramki już ponad rok). Ze względu na okres świąteczno-noworoczny muszę jednak uzbroić się w cierpliwość...

Szkoda, że te Święta tak szybko się skończyły - upłynęły w ogromnie miłej atmosferze, każdy dzień w innym miejscu, ubawiłam się setnie i nacieszyłam bliskością rodziny - ale jeszcze mi mało :) Pocieszam się, że na Sylwestra też mam plany domowo-rodzinne, więc przedłużam tę atmosferę jak tylko się da!

Wszystkim Wam życzę wspaniałej zabawy oraz mnóstwo szczęścia, spełnienia wszelkich marzeń w Nowym Roku oraz nie robienia noworocznych postanowień - przynajmniej oszczędzi się trochę na wyrzutach sumienia... :)

środa, 23 grudnia 2009

[19] Dzika róża cz. 5 - ostatnia

Dzika róża zsunęła się z tamborka do kąpieli, następnie pod żelazko. Teraz jeszcze muszę zamówić do niej ramkę... a potem fruuu... w dobre ręce :) Cieszę się ogromnie, że udało mi się zgodnie z planem ukończyć ten projekt jeszcze przed Świętami, bo już kolejne czekają w kolejce, a do tego trzeba podgonić wymiankowe zobowiązania, hehhe :D Spokój mam już tylko do lutego, potem - inny "projekt" zaabsorbuje mnie o wiele bardziej.
Niestety z powodu marnego światła nie udało mi się zrobić porządnego zdjęcia.

Bez lampy błyskowej te kolory jakieś pomarańczowe (wina sztucznego oświetlenia)



Z lampą z kolei strasznie przybladły





A w rzeczywistości róże są soczyście różowe, listki tchną świeżymi zieleniami...

[18] Kolejkowanie

A mówią, że najdłuższe kolejki były w czasach słusznie minionych... Całkiem możliwe, ale te współczesne również przybierają imponujące rozmiary (mimo, że wirtualne). Ja stanęłam jeszcze tu:

do Nutki1911, która zaprasza na Kalendarzowe Candy - losowanie w ostatni dzień roku



do Rybiookiej, która rozdaje i słodzi, a komu - okaże się 18 stycznia



oraz do Slodqiej, która w połowie stycznia rozlosuje "coś zdecoupage'owanego i coś oscrapowanego"