Zanosi się na to, że od teraz przez czas bliżej nieokreślony dostęp do internetu będzie mi dany jedynie w weekendy, dlatego dziś od samego rana po pięciodniowej przerwie zachłannie czytam, przeglądam i sprawdzam, co u Was słychać.
Całe szczęście, haftowanie nie wymaga dostępu do sieci, dlatego pilnie pracuję nad wyznaczonymi sobie zadaniami. Jedno ukończone (wymianka - więc cicho sza), stan realizacji drugiego określiłabym na jakieś 80% (wymianka nr 2, więc również niczego nie zdradzam), trzecie ukończone w 25%. I tym właśnie trzecim mogę z czystym sumieniem się pochwalić, bo ma być dla mnie (na tę chwilę, niewykluczone, że po ukończeniu jak zwykle znajdę kogoś godnego obdarowania moimi wypocinami, jak to nieraz już bywało hehhe...)
Obrazek, z racji panującej nam miłościwie (?) zimy, jest w klimacie zimowo-śniegowym - choć już nie świątecznym:
Muszę przyznać, że ilość backstitcha trochę mnie na początku zmartwiła, bo sądziłam, że pomyłki będą nieuniknione, ale o dziwo na schemacie backstitch jest bardzo dobrze widoczny i robi się go wręcz z przyjemnością.
Bardzo mi się ta ukończona ćwiartka podoba, biorąc pod uwagę, że haftowałam ją z doskoku pomiędzy rozjazdami do lekarza, zakupami, gotowaniem i sprzątaniem, tempo pozwala wierzyć, że wkrótce będę się cieszyć gotowym obrazkiem :)
Tradycyjnie nie robię żadnych noworocznych postanowień, mam dość przykładów wokół siebie na ich nieskuteczność, dlatego wyrażam jedynie swoje pragnienia (a przecież nie wszystkie marzenia muszą się spełnić, prawda?).
Po pierwsze marzę straszliwie mocno o tym, aby nauczyć się szyć. Na maszynie, rzecz jasna. Podchwyciłam pomysł ze szkołą szycia w Burdzie - wyczytuję te projekty co do przecinka, niestety nie mogę się za nic zabrać, dopóki nie wrócę do swojego normalnego rozmiaru, bo pierwsze wypociny wolałabym jednak próbować dla siebie... Wkrótce sprowadzę sobie maszynę mojej mamy - i tak stoi u niej tylko i zawadza, więc będzie z pożytkiem dla nas obu, ale jak wyżej - za "poważne" projekty będę mogła zabrać się dopiero gdzieś w okolicach marca, jak już będę bardziej wymiarowa. Mam tylko nadzieję, że znajdę na to czas, bo kolejnym marzeniem-projektem jest remont, który (o ile dojdzie do skutku) będziemy mogli zacząć najwcześniej w połowie lutego - jak wszystko dobrze pójdzie. Mocno trzymam za to kciuki!
Chciałabym też, tak jak w zeszłym roku, mieć mnóstwo czasu na moje haftowanie, najchętniej zamówić sobie prenumeratę gazetek haftowych (najchętniej Cross Stitchera albo The World of Cross Stitching, a najlepiej obie hehehe), na co nie mogę sobie na razie pozwolić, bo ciułam na nadciągające nieuchronnie wydatki...